27-28.10
W nocy było -7st.
Rano idziemy oglądnąć gompę w wiosce.Okazuje sie iż świątynia nie jest otwarta, ogladamy tylko czorten, duży młynek modlitewny i świątynię przez okienko.
Nasi tragarze wyszli wcześniej jest więc szansa że będą przed nami, zresztą zrobiliśmy reorganizację i Son ma nieść nasze namioty , śpiwory i kurtki puchowe, żebyśmy nie marzli przed ich przyjściem. Przechodzimy dziś przez kilka wiosek, wstępujemy po drodze do dużej szkoły, dajemy nauczycielowi resztkę długopisów.
Szkoła jest utrzymywana przez jakieś Towarzystwo Alpejskie.Napotykamy po drodze duże karawany jaków.Nocleg mamy na wysokości 4300, jutro wejście na pierwszą przełęcz ponad 5tys m
Rano w namiocie -7st.Ale jak słońce wychodzi jest od razu ciepło.Okazało się iz Son i Santos byli już wczoraj na przełęczy i wniesli część żywności, bo za jednym razem nie dali by rady.Jest to pierwsze samodzielne i logiczne posunięcie naszego przewodnika.
Na przełęcz wchodzimy około 3,5godz.Pogoda przepiękna, widoczność też.Na przełęczy czorteny i chorągiewki modlitewne.Widać różne ośnieżone szczyty w tym Daulagiri.Pamiątkowe zdjęcia i dalej w drogę, bo przed nami dobrych parę godzin.Wytracamy szybko wysokość po kamienistych piargach.Do miejsca campingu docieramy po 16.Romek pomaga zmęczonym tragarzom rozbić namioty.Śpimy na wysokości 4300m
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz