14-16.12
.
Princesa jest może i czystym miastem ale uciążliwym, pełno tricykli i innych pojazdów, które robią dużo hałasu i smrodu spalin.W hotelu wykupiliśmy na następny dzień wycieczkę do Underground river/ podziemna rzeka/ koło Sabangu/ 1500 za osobę/.
Podziemna rzeka startowała z wyboru Filipińczyków do rankingu " 7 cudów świata".Wycieczka trwa prawie cały dzień, najpierw ponad dwie godz jazdy busikiem do Sabang, póżniej przejazd lokalną łódką do ujścia rzeki i dopiero płyniemy łódką wiosłową po rzece około godziny.
Podziemna rzeka ma długość 8 km i jest rzeczywiście fantastycznym ewenementem natury.Rzeka płynie w olbrzymim tunelu skalnym, tak jakby ciąg przepięknych jaskiń.Właściwie nie ma tam rzadnej interwencji człowieka, nie jest to oświetlone, tylko na łódkach są lampy zasilane z akumulatora.
Wewnątrz jest masa stalaktytów i stalagmitów o fantastycznych kształtach.Wrażenia są niesamowite- przepiękny cud natury.
Po wycieczce super lunch i powrót do PP.
Wieczorem wybieram większą kwotę z bankomatów i postanawiamy jutro jechać na północ do Port Barton.W Lonley Planet piszą iż jest to oaza spokoju, nasza przewodniczka Etna z wycieczki do Sabang potwierdziła to.Niestety po zasięgnięciu informacji okazuje się iż jeżdzi tam tylko jeepney jeden o 9 rano.
Jeepney to jest najpopularniejszy środek transportu na Filipinach- półodkryta ciężarówka z ławkami dla pasażerów.
Podróż okazała się nie taka straszna, ostatnie 20km jedziemy drogą gruntową przez fantastycznie zieloną dżunglę .
Port Barton okazuje się po prostu małą rybacką wioską pięknie położoną nad morzem.Pierwsze wrażenie jest superowe. Lokujemy się w domku przy plaży za 600p.
Niestety musimy go zmienić ponieważ wieczorem zaczynają ładować butle do nurkowania i cały czas pracuje sprężarka.
Wokoło pełno jest pustych resortów tak że nie ma z tym problemów. Wieczorem kąpiemy się jeszcze w cieplutkim morzu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz