3.11
Śniadanie w hotelu beznadziejne, jajek nie potrafią ugotować- zazwyczaj są zupełnie płynne.Po śniadaniu idziemy szukać transportu do Golden Rock, okazuje się iż z dworca busów odchodzą pólciężarówki z otwartą paką , na której ułożone sa deski.Na każdą deską musi wejść 6 osób, Romka facet tak długo przesuwał aż się zmiesciło.Ubici jak śledzie w beczce /1500kiat/ ruszamy.Ostatnie 15 min jedziemy bardzo stromo i droga jest tak wąska, że jazda jest tylko w jedną stronę..Dalej idziemy na nogach około 45 min., poszliśmy skrótami przez rozłożone na wzgórzach wioski.Takiej nędzy jeszcze w Birmie nie widziałam, ludzie mieszkaja w budach zrobionych z bambusa i płach z materiału jak u nas są worki z tworzywa.Żyją chyba tylko z handlu napojami i chipsami.A dzieci pełno.
Na grani wzgórza zrobione jest całe sanktuarium, chdniki powykładane płytkami, sporo hoteli/ w jednym spytaliśmy o cena-50$/.Wejscie dla obcokrajowców 6$.
Golden Rock to wielki głaz, który pomimo swego nachylenia na stoku nie spada podtrzymywany włosem Buddy.Na kamieni wzniesiona jest niewielka stupa.Jest to oczywiscie święte miejsce dla wyznawców Buddy, przyjeżdżają tu całe pielgrzymki.Szczególnymi chwilami jest zachód i wschód slońca.Oczywiscie jak każde tego typu miejsce , obstawione jest straganami z różnego rodzaju tandetą, pełno jest zabawek- broni dla dzieci zrobionych z drewna.
Po godzinie mamy dość magii i schodzimy na dół , po drodze spotykamy szczególny stragan z różneymi częściami dzikich zwierząt- łapy niedżwiedzia, głowa kozicy górskiej,ogon słonia, zęby tygrysa,ratki jakiegoś kopytnego.Nie wiem w jakim celu jest to używane, ale widocznie są chętni.Romek kupuje ząb tygrysa.
Na dole do traca i powrót do Kinpun, jaka ulga- prysznic i odpoczynek od zgiełku i tłumów.Na jutru mamy bilet do Jangunu na 10.30
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz