niedziela, 11 grudnia 2011

Bago

28-29.11
Bago jest bardzo nieciekawym miastem- brudno, głośno, smród.Śpimy w hotelu Mya Nanda / 15$-ciasna ciupa/.Innych nie ma bo obeszłam wszystkie w pobliżu.
Koło 10 wybieramy się na nogach do Shwewamawdaw Paya- złota piramida stupy   wznosi się nad miastem  ma wysokość  150m - wyższa jest od Shwedagon  w Yangunie o  18m .Nie wchodzimy do środka , bo nie chcemy zasilać junty- opłata wynosi 10$, ale po 16 można wejść za darmo.Historia  stupy zaczyna się od 960r.
Początkowo przechowywano w niej dwa włosy Buddy, póżniej doszły jeszcze dwa zęby.Przebudowywana wiele razy, została całkowicie zniszczona w trzęsieniu ziemi w 1930r.Odbudowana została jeszcze wpanialsza.W południowy skwar chowamy się do hotelu. Po 15 wybieramy się w drugą część miasta , tam dopiero nagromadzone jest stup, Buddów i monastyrów. Jest to nasza Częstochowa skrzyżowana z Licheniem do kwadratu. Najbardziej monumentalne są  dwa posągi leżącego Buddy o długości około 100m.Świątynie  były przebudowywane  i niszczone przez trzęsienia ziemi wiele razy. Ale skrupulatnie odbudowywano je ponownie.Wszystkie obiekty obstawione są dziesiątkami straganów z pamiątkami i jedzeniem.Mamy już dość tych świętości i całej Birmy. Cieszymy się że wylatujemy stąd za parę dni.
W Bago oglądani jesteśmy jak małpy w klatce, wszyscy sa mili, pozdrawiają nas i uśmiechają się , ale w końcu jest to uciążliwe.
Rano jedziemy do Kinpun, maleńkiej miejscowości, która jest punktem startowym do odwiedzenia  Golden Rock- Złotej skały.Bilety na autobus w cenie 5tys/os.
Jedziemy 3 godz.Lokujemy się w hoteluPann Myo Thu Inn- cisza , spokój i dużo zieleni/18$/. Robimy nareszcie zaległe pranie, bo jest się gdzie rozwiesić.
Po Bago jest to miód na naszą skołataną już poniewierką duszę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz