piątek, 9 grudnia 2011

Bagan+ droga do Kalaw

16-17.11
Romek jest dość mocno przeziębiony/ przeciągi w autobusach/- nie ma ochoty już jezdzić , tym bardziej że rowery są tylko na karakanów jak mówi.
Ja wstaje o 5 rano i jadę sama na wschód słońca.Niebo  jest trochę zachmurzone, ale i tak fantastycznie.Aura niesamowita, mgiełki  poranne dodają nastroju, widać wiele balonów/ poranne loty nad Baganem-  droga atrakcja turystyczna/.Póżniej zwiedzam jeszcze do 9- najlepsza pora- nie jest gorąco i nie ma turystów.Wracam na śniadanie i budzę dopiero Romka.Reszta dnia leniwa.Po południu kupujemy drewnianą figurkę charakterystyczną dla birmańskiego stylu.Obserwujemy  grę Birmańczyków  małą piłką bambusową.Są to normalne akrobacje.Na jutro na 4 rano mamy wykupione bilety do Kalaw- jedyny autobus.Spotykamy w nim Witka.
Pojazd jest tragiczny, a mamy jechać około 10 godzin. Droga jest udręką- to właściwie nie droga tylko jakaś szutrówka, miejscami z kawałkami asfaltu.
Docieramy na 14. Lokujemy się w hotelu Golden Lily.Stary drewniany budynek, plus to duże pokoje , wielki taras, no i cena , tylko 10$.Kalaw położone jest w górach- noce sa dość chłodne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz