Od rana pada, kupujemy bilet na prom do Tagbilaran na Bohol/ 800 powrotny/.Niestety wyruszamy dopiero o 14. Na miejscu jesteśmy o 16.Postanawiamy jechać na zachwalaną Alona beach na małej wyspie Panglao- ma ona połączenie lądowe z Boholem.Jedziemy taxi za 300p.Okazuje się że nie jest łatwo o nocleg , jest już póżno i cały czas deszcz, więc łapiemy co jest możliwe za 1200 niestety.Warunki nawet znośne, ale w pobliżu znowu ładują butle do nurkowania i dwie cipki prowadzące te pokoje od rana puszczają głośno ryczący telewizor. Po rozglądnięciu się w okolicy miny nam rzedną, zachwalana Alona beach jest pełna ludzi , stragany, knajpki- czysta komercja - nie tego szukaliśmy.Plaża co prawda ładna ,ale po bokach pełno śmieci.Nijak to się ma do czyściutkiego Port Barton.
Przenosimy się do resortu Kalipayan- spokój , cisza, eleganckie pokoje, basen- no ale niestety 2000p- na koniec zaszalejemy.
Jedzenie w knajpach drogie.Wszędzie namawiają na wycieczki, a to łodzią , a to na motorach. Planuję wybrać się zobaczyć niedalekie czekoladowe wzgórza i tarsiery.
Motocykliści za całą trasę 8 godzinną liczą po utargowaniu 800 za motor. Więc organizuje to inaczej , jedziemy na motorze do Tagbilaran na terminal jeepney i łapiemy pojazd w kierunku Carmen- przed tą miejscowością są czekoladowe wzgórza. Droga jest bardzo piękna przez dziewiczą dżunglę, po drodze mijamy miejscowość Loboc- wygląda bardzo czysto i przyjażnie- żałuję iż nie przyjechaliśmy tu zamiast na Alona.Po drodze zagadnięty Filipińczyk pokazuje mi gdzie są tarsiery - jest to miejscowość BonBon, zaglądniemy tam w powrotnej drodze.
Czekoladowe wzgórza są to naturalne formacje powstałe w wyniku działania wiatru i deszczu- są bardzo malownicze, a nazwa ich wzięła sią stąd iz w porze suchej gdy odsłania się ziemia mają kolor czekolady./ wstęp 50p/
Wracamy znowu jeepneyem, tym razem trafiamy na szaleńca, jedzie jak na rajdzie.Wysiadka w BonBon.-jest to teren ochrony tarsierów.Tarsiery są to podobno najmniejsze małpki z charakterystycznymi olbrzymimi i wytrzeszczonymi oczyma.Zwierzaki te są aktywne w nocy, teraz w dzień siedzą skulone na gałęziach lub śpią.
Trudno zrobić dobre zdjęcie , bo nie można zbliżać się zbyt blisko i oczywiście jest zakaz używania lampy błyskowej.
W Tagbilaran robimy jeszcze zakupy w niedalekim centrum handlowym.Powrót tricyklem, bo nie możemy nic innego znależć/ 300p/
Bilet powrotny na prom mamy na 31.12/ 1.01 nie pływają/ , tak że zostały nam dwa dni. Postanawiam jutro jechać na nurkowanie/ 3000p dwa nurkowania- w tym wstęp na wyspy gdzie się nurkuje/. Denerwuję się trochę bo mam przerwę ponad 5 lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz