26-27.11
Decydujemy się na jeszcze jedna wycieczką po jeziorze.Tym razem płyniemy z dwójką Hiszpanów-Berni i Estera.Dziś odwiedzamy dodatkowo różne wytwórnie w wioskach przy jeziorze.Wytwórnia ceramiki,alkoholu- z pomidorów i drugi z ryżu,suszonych placków ryżowych i inne.Wszystko to jest robione w bardzo prymitywnych warunkach- dosłownie średniowecze, Sanepid by wszystkie pozamykał..Co nas bardzo dziwi, ale pomimo tylu wiosek , woda w jeziorze i kanałach jest bardzo czysta i nigdzie nie śmierdzi.Na jeziorze dużo jest pływających upraw warzyw i kwiatów.Głownie pomidorów.Są porobione pływające grządki , krzewy podtrzymywane się za pomocą konstrukcji bambusowych.Jest to całe zagłębie pomidorowe, ponieważ na lądzie widzieliśmy hurtownie pomidorów i olbrzymie ciężarówki, które transportują je w głąb kraju.Jako nawozy stosowane sa wodorosty wyławiane z jeziora.Znowu kupujemy ryby.- kolacja w hotelu jak wcześniej.
Autobus do Bago mamy o 1.50 z pobliskiej miejscowości.Jedziemy do niej pick-upem razem z Witkiem, który jedzie do Yangunu i nazajutrz do Bangkoku.Żegnamy się wylewnie, może do spotkania na innym kontynencie. Jazda trwała 12 godz, autobus niby wygodny, ale niespecjalnie.lądujemy o 3 w nocy.Nie bardzo wiadomo co ze sobą robić.Czekamy do 5/ niedaleko w pobliżu knajpki smędzą się dwa szczury./- br uciekamy do pobliskiego nieciekawego hotelu- ale podobno tu innych nie ma.Białasy tu rzadko zaglądają.Ze względu na porę dają nam pokój za darmo ,za obietnicę spania następnej nocy.Nad ranem wyłączaja prąd- przestaje działać wentylacja-można się udusić.Rano zmieniamy na pokój z oknem-jest choć jakiś przewiew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz