23-24.10
Śpimy niedaleko Tarakotu, tu zacznie się nasz pętla wokół jeziora Phoksundo.Pojawiają sie znowu problemy z tragarzami.Son odesłał muły/ była bardzo długa rozmowa z Niru - właścicielem agencji i chyba chodzi o cięcie kosztów/.Było 6 mułów , teraz nie jest ich tak dużo potrzebne- bo jedzenia ubywa.Son szuka innych tragarzy lub mniejszej ilosci osłów czy mułów.Wg jego relacji nie może nic znależć, wg nas słabo szuka.Tracimy tu jeden dzień.Robimy pranie i czytamy , grzejąc sie na słońcu
Myślałam że nasz treking tu się skończy z powodu tych problemów, ale Son podejmuje decyzją że idą bez dodatkowych tragarzy- dla nas jest to niewyobrażalne. Jest ich tylko 5- ale i dla nas okarze sie przykre w konsekwencji.Oceniamy całą sytuację jako kompletnie złą organizację trekingu- trudno nam powiedzeć czy jest to wina Niru czy Sona.My zapłaciliśmy ustalona kwotę za treking , a cały czas jest stress z organizacją, no i szkoda nam tych ludzi że maja tyle nosić.
Następnego dnia ruszamy wcześnie, nasza piątka tragaży ładuje na siebie cały bagaż, który przedtem niosły muły, aż żal na to patrzeć., niosą chyba po 40kg.
Idziemy doliną rzeczną najpierw Beri póżniej Tarap Khola.Po drodze obserwujemy duże stado małp.Dochodzimy do punktu kontroli permitów.
Wkraczamy w piękną dolinę rzeczną, najpierw do góry a póżniej bardzo stromym brzegiem.Natrafiamy na bardzo strome osuwisko, nie wiemy czy pójdziemy dalej, czekamy na przewodnika.Okazuje się iż można to jakość obejść górą ,choć wydawało się to niemożliwe. Zadziwiające jak Nepalczycy mają zdolność chodzenia po tych stromych górach z ciężarami niewyobrażalnymi dla Europejczyka.
Śpimy nad rzeką w pięknym miejscu, palimy ognisko.Niebo wygwieżdżone jak tylko może być w Nepalu, wysokośc 3140
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz