10-11.11
Nareszcie się wyspaliśmy po paru zarwanych nocach.W cenie hotelu zazwyczaj jest śniadanie-jaja, dżem, tosty.O 12 wyprowadzamy bagaże z pokoju i idziemy zwiedzać najsłynniejszą i największą w Birmie Shwedagon Pagodę.Podobno na stupie zgromadzone jest 230kg złota.Autobus odchodzi o 20.30- wygodny i czysty.
Po drodze stajemy na posiłek/ dostaliśmy talony z autobusu/.Po knajpie biega sfora krzyczących dzieciaków/ spotkamy sie jeszcze z tym nie raz/- okazuje się iż jest to obsługa, dzieci w wieku około 10 lat. Nauka w Birmie jest bezpłatna , ale rodziców nie stać nawet wyposażyć dzieci do szkoły , więc pracują.
Droga jest dobrej jakości, na miejscu jesteśmy koło 5 rano.
Blue taxi/ 2tys od osoby/ do centrum i lokujemy się w Garden hotel. Mała dziupla za 18$.
Mała dżemka i zwiedzamy okolicą.Niedaleko jest targowisko, ale ceny jak z kosmosu, trzy jabłka dolara, kilo mandarynek 1000-3000kiat.Drożej niż w Polsce.
Sprawdzaliśmy że wszyscy tak płacą, nie bardzo rozumiemy co jest grane, skąd tubylcy maja tyle pieniędzy.
Próba zwiedzania na rowerach nie powiodła się, jest zbyt duży ruch, a zasady żadne.
Bierzemy riksze rowerowe i jedziemy na Mandalay hill.- wzgóraz nad miastem, gdzie jest dużo pagód i ładny widok o zachodzie.
Nie jesteśmy zachwyceni.Na jutro mamy umówiona blue taxi na zwiedzanie trzech miejsc w okolicach Mandalay.- Paleik/ snake pagoda,/, Inwa i Amarapura.
Umówiona cena 28 tys kiat za cztery osoby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz