Póżniej już przyjemnie, cieplutko.Idziemy dziś doliną rzeki, ścieżka bardzo eksponowana , wąska i stroma.Po około trzech godzinach ukazuje się ponoć najwyższy w Nepalu wodospad.Póżniej widać już jezioro Phoksundo, nasz ostateczny cel.- leży na wysokości 3500.Wyżej położone jest tylko Tchilicho lake na trasie pod Annapurną.
Jezioro wygląda jak piękny turkus w otoczeniu szarych skał.Otoczenie przepiękne.Początkowo planujemy zostać tu jedeń dzień na odpoczynek, ale po uzyskaniu informacji od Sona iż często na lotnisku w Juphal jest marna pogoda , uniemożliwiająca loty, postanawiamy jutro ruszać żeby mieć ew. zapas czasowy.
Rozkoszujemy się więc tym jednym popołudniem.
Rano znowu szron na namiocie.Od jeziora schodzimy bardzo pylistą i stromą ścieżką.Póżniej droga wiedzie doliną rzeki, koło południa pojawiają się wąskie i wysokie kaniony rzeczne, krajobrazy przepiękne.Zaczyna robić się ciemno, jesteśmy sami, Marek z przodu, reszta daleko z tyły, wioski docelowej ani śladu. Trochę się denerwujemy, bo nie mamy latarki.Droga prowadzi momentami jeszcze urwisto nad rzeką, ale też jest pełno kamieni i korzeni , na których w ciemności można się potknąć. Idziemy bardzo ostrożnie, przed nami od godziny idzie jakiś samotny jak.Uff .. wreszcie ulga koło 17 widzimy jakieś światełka.- to Chepka, miejsce naszego campu. Tragarze przychodzą po około 2 godzinach. Kolacja i namioty gotowe o 20.Na szczęście jest knajpka gdzie popijając herbatę czekamy na naszych
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz