niedziela, 4 grudnia 2011

Dho Tharap

25-26.10
W nocy było poniżej zera.Idziemy ostro w górę zakosami.Ścieżka wije się wysoko nad kanionem rzeki, otoczenie przepiekne.Fragmenty ścieżki są wykute w skałach lub nadbudowane nad przepaściami.Śpimy nad brzegiem rzeki, pod skałami, lekko pruszy śnieg.
Nastepnego dnia idziemy dalej nad rzeką  , ale w dolnej części, momentami widoki jak w kanionie Colorado.Przechodzimy przez przełęcz z czortenem, spotykamy tam  małą karawanę tubylców z lamą, jemy posiłek  i odpoczywamy w tym samym miejscu- jest bosko ciepło.
Nastepnie długi   czterogodzinny , dość monotonny odcinek płasko nad rzeką.Widzimy po drodze błękitne owce.Do miejscowości Dho  Tarap dochodzimy koło 16, Marek czeka tu od dwóch godzin.Jest to duża wieś, krajobrazy jak z Ladhaku- bez drzew,  prawie pustynny.Wsządzie widzimy jak ludzie prymitywnie młóca  zboza.
Dobrze że jest maleńka knajpka, bo czekamy na naszych do godziny 19.- konsekwencje zbyt dużego bagażu.
Śpimy z termoforami , bo jest bardzo zimno.Obawiamy się nastepnych dni, przed nami dwie duże przełecze ponad 5000m.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz