czwartek, 8 grudnia 2011

B I R M A

7-9.11
7 wylatujemy z Kathmandu do Delhi, następnie po paru godzinach czekania do Bangkoku.Naczytaliśmy się informacji o powodzi w TajlandiI, ale rzeczywistość nie wygląda grożnie, ucierpiały tylko niektóre rejony, a prasa polska to bardzo rozdmuchała.W każdym razie w turystycznej   części Bangkoku widzimy tylko miejscami niewielkie zabezpieczenia z worków.Do hotelu docieramy kolejką i autobusem.Tajlandia po Nepalu jest rajem- czysto, ciepło , normalne warunki życiowe , tanie i smaczne jedzenie.W hotelu zostawiamy worek depozytu z wyposażeniem trekingowym.Nastepnego dnia o 7.20 mamy lot do Jangonu- stolicy Myanmaru/dawniej Birma/.
Lecimy około godziny, na terenie Birmy widzimy tylko pola i gdzieniegdzie małe domki, lotnisko puściutkie, elegancko urządzone, krótka odprawa i  witamy w Birmie.
Z poznanymi w samolocie Polakami- Arturem i Pawłem bierzemy  wspólnie taxi do miasta/ 2$ od osoby/, można tu płacić dolarami i lokalnymi kiatami.
Niestety dostajemy niedobrą informację iż aktualnie dolar stoi bardzo nisko 1$= 750Kiat/ na wiosnę było 950/.Taksówka obwozi nas po paru hotelach, wybieramy Yoma
hotel bo ma jaki taki standard- niestety niezbyt tani - 23$ za dwójkę.Dalej  potwierdzi się iz Birma nie jest tania , wbrew turystycznym opiniom.
Rangun nie robi na nas dobrego wrażenia-brudny, zaniedbany, hałaśliwy- Azja w nieciekawym wydaniu.
Wymieniamy 200$, nie ma normalnych kantorów - pokątnie.Dostajemy za to gruby plik kiatów- 152000.Dolary muszą być idealne- nieuszkodzone, niezgięte- za to kiaty to szmaty.Odwiedzamy Sule Pagodę- mieszkamy niedaleko., jest to miejsce kultu Buddy jakich w Birmie jest tysiące.Przewija się tam zawsze dużo wiernych, modlących sie gorąco i składających dary z owoców, pieniędzy , ozdób kwiatowych i płatków złota.Kupujemy na  jutro bilet autobusowy do Mandalay/ 11tys kiat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz