Cebu w Nowy Rok popuszczali trochę fajerwerków , ale nic szczególnego.Sylwestra spędzamy w hotelu , bo miasto jest nieciekawe , brudne i śmierdzące.
Samolot do Manili mamy planowo 2.01 o 17.40 , a póżniej drugi lot do Bangkoku.Na przesiadkę mamy niewiele czasu bo 2.5 godziny , a jeszcze dodatkowy problem
ponieważ w Manili jest kilka terminali , odległych od siebie , a miedzy nimi trzeba przemieścić się za pomocą taxi- to wszystko zabiera cenny czas.
Zaczynają sie schody gdy pierwszy samolot ma opóżnienie około godziny.Gdy ląduje pchamy się do przodu , aby jak najszybciej wysiąść, bagaż pomimo priorytetu odbieramy prawie na końcu.Biegiem do taksówki,poganiany taksówkarz jedzie dość szybko- 10 min niestety 500p.Wpadamy zziajani i cali w nerwach na 3 terminal , mamy godzinę do odlotu, odprawiamy się w ostatnim momencie. Niestety to jeszcze nie koniec, przebrnięcie przez kontrole paszportowe, bagażowe, opłaty lotniskowe - choć ludzie nas przepuszczają zajmuje następne pół godziny. HURRA !! 30 min przed odlotem jesteśmy przy bramce .W nagrodę za zwycięstwo nad przeciwnościami losu kupujemy w pobliskim barku torcik czekoladowy i kawę Gdy siedzimy już w samolocie dopiero schodzi z nas powietrze, ja próbuję spać.
W Bangkoku lądujemy o pierwszej w nocy , postanawiamy przeczekać tu do rana , rozkładamy się w spokojnym zakątku i śpimy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz